List otwarty - Strona Pomorskiej Fundacji Sportu i Turystyki Osób Niepełnosprawnych Keja

Szukaj
Idź do spisu treści

Menu główne:

List otwarty

Z wieloma z Was się znamy, ale wypada mi się przedstawić tym, którzy o mnie nie wiedzą:
Nazywam się Sylwia Magdalena Skuza, mam 40 lat, urodziłam się i mieszkam w Gdańsku. Kocham to miejsce, gdzie historia we łzach i krwi rodziła klejnoty, gdzie szeroko rozumiana tolerancja znajdowała miejsce w zwyczajowych stosunkach międzyludzkich, w rodzinie, społeczeństwie, religii i polityce. Kocham moją „małą ojczyznę” i morze…
W roku 1992 skończyłam hotelarstwo na poziomie szkoły średniej. Ze studiów zrezygnowałam na rzecz rodziny. W 2000 r. zachorowałam na nowotwór szpiku kostnego. Przeszłam transplantację szpiku kostnego od dawcy rodzinnego, potem koszmarnie ciężkie i długie leczenie. Wyzdrowiałam, ale straciłam wzrok.
Jestem jedną z Was. Jestem niewidoma i jestem szczęśliwa.
Wiem, że dla wielu wydaje się to niemożliwe. A jednak…
Choroba przyniosła mi odkrycie, że ból, cierpienie, niepełnosprawność oraz związane z tym ograniczenia nie zabierają mi prawa do szczęścia. Przeciwnie, dały mi możliwość innego spojrzenia na rzeczywistość. Dostrzegłam coś, czego bez nich bym nie dostrzegła i wcale nie oczy były do tego potrzebne.
Kiedy straciłam wzrok szybko zdałam sobie sprawę, że muszę nauczyć się żyć inaczej, działać inaczej. To trwało oczywiście jakiś czas, nie było proste, bolało nie raz, ale to mnie ukształtowało. Doszłam do tego, że muszę żyć rozsądniej, akceptując nowe ograniczenia. Nie udaję, że ich nie ma
są, ale ja jestem taka sama, wciąż energiczna, uśmiechnięta, dowcipna. Pracuję jak dawniej, więcej spraw załatwiam przy pomocy telefonu czy Internetu, ale nie zwolniłam i nie powiedziałam sobie "dość".
Na morzu nie pamiętam, że nie widzę, że jak każdy, mam masę problemów, że znowu coś nie wyszło. Na morzu czuję się wolna, swobodna, pełnosprawna. Pływam z tymi, których lubię i wciąż zachęcam wszystkich innych, bez względu na rodzaj niepełnosprawności czy jej brak,  do wejścia na pokład, do przełamania strachu i obaw, do otwarcia się na świat i na przygodę, do poczucia wiatru we włosach i do zauroczenia się szumem fal. Przyznaję, że jestem pasjonatką, że chce mi się chcieć. Pierwszy raz wyruszyłam w rejs, gdy już straciłam wzrok. przyzwyczajałam się do nowej sytuacji, szukałam dla siebie miejsca, zajęcia, któremu mogłabym się oddać, które sprawiałoby mi radość, pozwoliło wykorzystywać drzemiącą we mnie energię. Poszukiwania nowego, dobrego miejsca zakończyły się dosyć nieoczekiwanie. Wybór padł na morze, na żeglarstwo. Narodził się pomysł, który stał się moim wyzwaniem.
W dniu 6 marca 2009 r., po wielu latach przygotowań i marzeń o tym, powołałam do życia Pomorską Fundację Sportu i Turystyki Osób Niepełnosprawnych "Keja". Opieram wszystkie swoje działania na rzecz ludzi niepełnosprawnych, przede wszystkim mających ograniczenia z powodu dysfunkcji narządu wzroku, na przyjaźni, zrozumieniu, cierpliwości, tolerancji. Na świadomości, że wszyscy jesteśmy ludźmi i jesteśmy sobie potrzebni, na wspólnym działaniu i mądrej pomocy.
Pokazuję, że warto chcieć. Daję siebie Innym.
Strona internetowa fundacji zaczyna się od słów „Bo, żeby ujrzeć piękno i umieć się nim wzruszyć, pięć zmysłów to za mało, do tego trzeba duszy...”
Można zadać pytanie, czy chcę zachęcać do aktywności, do sportu i turystyki, czy do poszukiwania piękna i odkrywania duszy?
To cytat z piosenki śpiewanej przez Alicję Majewską i Dorotę Osińską p. t. „Patrzyło na to wielu”. Wiemy, co można dostrzec patrząc widzącymi oczami na świat. Widzimy piękno otaczającej nas przyrody, zieleń wiosny, złoto dojrzałego zboża, kolory jesieni, biel zimy, całe piękno materialne świata. Widzimy ludzi, ale czy aby zawsze dostrzegamy wzrokiem to, co najważniejsze? Czy aby do tego, żeby zobaczyć drugiego człowieka, jego osobowość, wnętrze, jego smutki, troski, radości, bogactwo jego duszy
czy do tego potrzebne są oczy? „Patrzyło na to wielu… niewielu zobaczyło”. I to nie w kontekście posiadania wzroku czy jego braku, a raczej sposobu postrzegania człowieka, tego, jak daleko się w niego zagłębiamy, by dostrzec, co kryje jego wnętrze.
Ten cytat wiąże jedno i drugie: aktywność i turystykę, z bogactwem duszy człowieka i to się nie wyklucza, a znakomicie uzupełnia. Dostrzec piękno natury można patrząc nie tylko oczami, można je dostrzec przede wszystkim duszą. Morzem, widokiem górskim, szumem wodospadu, wiatrem, słońcem i całym tym pięknem otaczającego nas świata można się zachwycić bez względu na posiadane zmysły, można się przede wszystkim zachwycić dzięki wrażliwej duszy.
Nazwa "Keja" ma związki z morzem, ale też jest owocem mojego toku myślenia.
Z żeglarstwem wiąże się przede wszystkim moja droga do aktywności i uznałam tą formę za znakomitą metodę również dla innych. Pływanie daje wiele możliwości, od tych zwykłych jak kontakt z ludźmi, mam na myśli „cumowanie” przyjaźni, doskonalenie umiejętności radzenia sobie z codziennymi czynnościami na jachcie, podróżowanie do ciekawych miejsc, kontakt z przyrodą i żywiołem, poprzez przełamywanie własnych lęków, strachu, hartowanie i ciała i ducha. Próba zmierzenia się z tymi czynnikami powoduje, że człowiek po powrocie do domu jest odważniejszy, i to czasami nawet irracjonalne lęki zostają zminimalizowane lub zupełnie przestają istnieć.
„Żeglarstwo to charakter”
Na morzu nie ma ucieczki, nie ma gdzie się ukryć, kiedy jest źle. Trzeba sprostać wymaganiom, przestrzegać określonych reguł, a kiedy  czegoś nie potrafimy zrobić - poprosić o pomoc. W trakcie rejsu jest dokładnie tak, jak w życiu z niepełnosprawnością. Nie ma odwrotu, trzeba stawić czoła jego wyzwaniom. Uczestnik rejsu w trudnych warunkach sam nic nie znaczy, nie poradzi sobie z żywiołami wody i wiatru, musi współpracować z innymi.  Tak dzieje się zarówno w czasie zabawy i odpoczynku, jak i  w chwilach trudnych i nieprzyjemnych. Żeglarstwo wywiera ogromny wpływ na osobowość człowieka, kształtuje silną wolę, uczy przełamywać słabości.  Zmusza do odkrycia w sobie odpowiedzialności. Przyzwyczaja do współpracy z innymi.
Pomaga też żyć na lądzie. ”Pełnokrwisty””  wilk morski
sprawny czy niepełnosprawny, widzący czy niewidomy - nie odwróci się plecami do życia, nie porzuci obowiązków. A żeglarstwo to również, albo przede wszystkim, możliwość zmiany środowiska, nawiązania nowych kontaktów towarzyskich, a wszystko bez względu na okoliczności, stan kondycji fizycznej i psychicznej oraz  wiek.  
W łopocie marzeń
Włączam żeglarstwo, po woli, ale konsekwentnie do procesu rehabilitacji osób z niepełnosprawnością, pomagam w odkryciu siły potrzebnej do znalezienia swego miejsca w społeczeństwie. Rodzaj dysfunkcji niema znaczenia, takim samym wyzwaniom na morzu muszą stawiać czoła zarówno osoby niewidome, jak jeżdżące na wózkach inwalidzkich. Poprzez żeglarstwo podkreślam możliwość rozbudzania zainteresowań, nabywania nowych umiejętności, przyzwyczajam do pracy w zespole i do konfrontacji z żywiołem, który na lądzie zmienia się po prostu w życie. A kilka godzin czy kilkanaście dni na morzu to niejednokrotnie także pierwszy krok na drodze integracji niepełnosprawnych z pełnosprawnymi.
Żeglarstwo jest sposobem na życie, na poznawanie ludzi, na spędzanie wolnego czasu, na zwiedzanie nieznanych lądów. Dla mnie żeglarstwo to wolność. Wchodząc na jacht zostawiam wszystkie troski i problemy na brzegu. Zrzucam pancerz i się uwalniam. Na morzu nie pamiętam, że nie widzę, że mam masę problemów, że coś mi nie wyszło. Pływam z tymi, z którymi uwielbiam spędzać czas i robię to z wyboru. Nie ma lepszych warunków do wyzwolenia się, do wolności, do poczucia swobody i niezależności. Wszystko, co jest obciążeniem zostaje daleko, na brzegu, a tam jest tylko wiatr we włosach i szum fal. Tam człowiek spotyka się przede wszystkim z samym sobą, może usłyszeć swoje myśli, może poczuć swoją duszę, i dowiedzieć się, co w niej gra.
Żeglarstwu przypada szczególna rola: żeglarstwo stwarza możliwość rozwoju - jak żadna inna dyscyplina sportu
równocześnie poprzez naukę, pracę, sztukę, wspólnotę oraz poprzez sport.
Chcę Was zabierać w dłuższe rejsy morskie, byście mogli poznawać nowych ludzi, ich kulturę, obyczaje, odwiedzać nowe miejsca. Dzięki temu będziecie mieli motywację do zdyscyplinowania i działania w zespole. Świadomość odmiennego niż na lądzie otoczenia, odległość od domu, codziennych obowiązków, pracy, nauki - daje uczucie lekkości i odprężenia. Żeglarz żyje tym, co dzieje się na pokładzie jachtu, pomiędzy członkami załogi, uczestniczy w rozmowach, dostosowuje się do otoczenia, podporządkowuje Komendom kapitana. Nastawiony jest na piękno otaczającej go natury i tym samym staje się wrażliwszy ich odbiór. Wspólnota natomiast oznacza uczestnictwo w zorganizowanych grupach, w których obowiązują pewne zasady i normy postępowania, konsekwentnie egzekwowane. Członek załogi nie przestrzegający ustalonych praw, jest dezaprobowany. Różne sytuacje więc skłaniają jednostkę do weryfikacji własnych zachowań i dokonania wyboru pomiędzy przynależnością a nie przynależnością do danej grupy. Członek załogi musi poddać się poleceniom przełożonego, jego zachowania są kontrolowane przez współ załogantów i oceniane jednocześnie, a więc stara się on czynić wszystko tak, jak potrafi najlepiej - aby zdobyć zaufanie i sympatię kolegów. W innym wypadku, przebywając na jachcie, z innymi członkami załogi, będzie czuł się wyobcowany, a pierwotny zamiar odczuwania przyjemności z żeglowania - zamieni się w koszmar.
To moja odpowiedź na stawiane często pytania, dlaczego podejmuję nie łatwe zadania animacji morskich przedsięwzięć, w trakcie których na pokładzie spotykają się pełnosprawni z niepełnosprawnymi. Sama dostałam to wszystko jakiś czas temu po to, by powstała Fundacja „Keja”, a teraz dzielę się tym z innymi, którzy odkrywają, iż kontakt z morzem jest im tak samo potrzebny, jak zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych. Dla niektórych rejs może oznaczać tylko oderwanie się od codziennych obowiązków, możliwości poznania nowych ludzi, miejsc, spędzenia czasu ze znajomymi, doświadczenia nowych wrażeń. Jedni i drudzy będą wracali na fale, a ja powtórzę za Mariuszem Zaruskim: „żeglarstwo to charakter”.
Ideą Fundacji „Keja” jest nie tylko integracja środowisk niepełnosprawnych, ale przede wszystkim integracja osób z niepełnosprawnością z innymi grupami społecznymi, głównie żeglarskimi. Dlatego właśnie „Keja” - pomost łączący ludzi różnych grup społecznych: niepełnosprawnych z pełnosprawnymi, żeglarzy i szczurów lądowych, ludzi świata biznesu i filantropów, ludzi różnych kultur i Religi, różnych krajów i różnych języków. „Keja” jest pomostem łączącym wszystkich ludzi, bez względu na wiek, pochodzenie, wykształcenie, klasę społeczną, sprawność fizyczną i psychiczną.
Do „Kei” mogą  dołączyć wszyscy i zmienić swoje życie pomimo/lub ze swoim doświadczeniem życiowym.
Fundacja "Keja" jest i będzie, poprzez swoje działania, pomostem łączącym środowisko osób niepełnosprawnych ze stałym lądem, jakim jest zdrowe społeczeństwo. Poprzez swoje działania staram się pokazywać, że niepełnosprawność nie oznacza zależności i taki wizerunek próbuję budować w społeczeństwie.
Moje nowoczesne rozumienie rehabilitacji społecznej zakłada jak najpełniejszą współpracę pomiędzy instytucjami i grupami zawodowymi, odpowiedzialnymi za wieloetapowy i wielopłaszczyznowy proces rehabilitacji społecznej, która jest pierwszym szczeblem do przywrócenia osoby niepełnosprawnej społeczeństwu. Dopiero po rehabilitacji społecznej, pełnej akceptacji niepełnosprawności, aktywności na przykład przez sport, można myśleć o kolejnym etapie, -  o rehabilitacji zawodowej.
Rehabilitacja społeczna powinna być całością starań podejmowanych wobec osoby niepełnosprawnej, wykraczać poza pomoc doraźną, mobilizować i rozwijać istniejący potencjał psychofizyczny, dążyć do odzyskania przez daną osobę dotychczasowego miejsca w społeczeństwie lub uzyskanie nowego.
Próbuję dążyć do całkowitego włączenia niepełnosprawnego w normalne życie.
To nie jest moja idee fixe. Mam świadomość, że w praktyce to ambitne założenie udaje się zrealizować niezmiernie rzadko, jednak należy wszelkimi siłami dążyć do zbliżania się do tego celu.
Integracja człowieka niepełnosprawnego nie może oznaczać, że musi on najpierw osiągnąć pewien stopień sprawności fizycznej, aby mógł z tej integracji korzystać. Prawdziwa integracja powinna polegać na szansach i ofertach, z których niepełnosprawny wybiera te najbardziej przydatne, aby w ten sposób uczynić chociaż drobny krok w kierunku intensywniejszego współuczestniczenia w formach życia dostępnych dla wszystkich innych osób.
W taki właśnie sposób rozumiem integrację. Staram się nie zapominać, że niezbędnym jej elementem jest zasada normalizacji, czyli zaplanowanie i podejmowanie takich działań, które przygotowują rehabilitowaną osobę do uczestniczenia w normalnym życiu. Nie abstrahując od ograniczeń wypływających z danej niepełnosprawności, podejmuję wszelkie wysiłki, aby niepełnosprawny nie został na zawsze wtłoczony w rolę osoby niepełnosprawnej - zarówno przez okoliczności życia, uniemożliwiające mu jakiekolwiek inne zachowanie, jak i poprzez negatywne nastawienie psychiczne, nacechowane brakiem postawy aktywnej i rezygnacją z walki o poprawę własnego stanu zdrowia i poziomu życia.
Trwała lub czasowa niepełnosprawność nie są stanami, wobec których możemy przyjąć jedynie bierną postawę. Sposób rozumienia działań zamykających się w terminie rehabilitacja społeczna i praktyczne przełożenie tego na codzienną pracę, w znacznym stopniu określają, czy osoba niepełnosprawna osiągnie należną jej i możliwą równość szans i czy zachowa pożądaną jakość życia.
Jako społeczeństwo odpowiedzialne, bądźmy świadomi ciążącej na nas odpowiedzialności za tych, którym żyje się trudniej.

To są cele, które sobie założyłam i które, przy udziale zespołu fundacji, staramy się, krok po kroku, osiągać.
Nie jestem w stanie wymieniać wszystkich, którzy służą nam na co dzień pomocą, wsparciem, radą i pracą. To są ludzie głęboko zaangażowani w to przedsięwzięcie i mają ogromną wiarę, że robimy coś ważnego.
Myślę, że razem, wspólnie, poza warsztatami, szkoleniami, edukacją i innymi celami, przede wszystkim wspólnie będziemy pływać. Teraz pływać, a może kiedyś latać na paralotniach albo skakać ze spadochronem. Niech wspólne żeglowanie, warsztaty, szkolenia, pomoc merytoryczna, prawna, informatyczna, informacyjna będą naszymi celami, niech celem będzie przede wszystkim zwykła pomoc i wsparcie, u której podstaw zawsze jest człowiek - dobro najwyższe.

Zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę przeżyć przygodę pod żaglami!

Niech zawieje nam więc wiatr w żagle!!! Niech zanuci swą pieśń na wantach i poniesie nas tam, gdzie będzie cudownie. Odkrywajmy nowe szlaki, poznawajmy wspaniałych ludzi, przeżywajmy niesamowite i niezapomniane chwile!

Sylwia Magdalena Skuza
Fundator i Prezes Zarządu Fundacji "Keja"

<< powrót do strony głównej

 
 

Poprawny CSS!

Valid XHTML 1.0 Strict

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego